środa, 4 kwietnia 2012

narzekań garstka.

 I ja ponarzekać czasem lubię...

Wiosna przyszła (tak przynajmniej się nam zdawało), trzeba więc zabrać się za szykowanie warzywnego ogródka. W tym celu udaliśmy się do Pana od Kunia z prośbą o zaoranie kawałka poletka. Zanim jednak nasz spacer do owego Pana się odbył, znacznie jeszcze wcześniej zaczęło się poszukiwanie, kto we wsi ma traktor? Odpowiedzi były przeczące i już zastanawialiśmy się, czy ludzie nie mają traktora, czy po prostu nie chcą "nowym" pomóc, a pomoc ta przecież nie za darmo miała się odbyć... Pola zaorane mają, to jakiś sprzęt w tej wsi na końcu świata przecież być musi.
- A zaorać chcecie? No to co mówita, że traktor potrzebny? - powiedział jeden z wąsem. Owszem sprzęt we wsi był, jak się okazało, ale taki zupełnie żywy w postaci Kunia właśnie. Zanim więc jeszcze na spacer do Pana od Kunia poszliśmy, Pan od Kunia niespodziankę nam zrobił i przyjechał do nas pole zaorać ( jednak chcą pomóc "nowym"!). Pani Miejskiego Psa niestety sama w domu była wtedy i choć mimo strachu wyszła, to nie wiedziała gdzie zaorać trzeba i Pan od Kunia smutny odjechał.
Wiosna przyszła (tak przynajmniej się nam zdawało), trzeba więc już na pewno zabrać się za szykowanie warzywnego ogródka. Po drodze do Pana od Kunia, Pana X spotkaliśmy, któremu nosimy obierki i stary chleb dla zwierząt (jeśli pamiętacie, to Pan X to Pan, co miał psa na bardzo krótkim łańcuchu i wydawał się niereformowalny, a jednak po naszej interwencji łańcuch przedłużył). W miłej rozmowie Pan X stwierdził, że planuje kojec psu zrobić. Kiedy zaoferowaliśmy swoją pomoc przy pracy, czy podarowanie siatki, która nam została, po budowie anielskiego mieszkanka, to Pan X z uśmiechem odpowiedział, że bardzo dziękuje, ale już ma siatkę przeznaczoną na ten cel i z synami sami uradzą, a synów ma sporo.
Potem obszczekały nas Burek jeden, Burek dwa, krótkołapym zwany i o dziwo burek nr trzy, który chyba jest zwiastunem wiosny, bo zimą nie było go widać. Anioł szedł dzielnie i dumnie, dając Burkom do zrozumienia, że kicha na ich szczekanie, bo jak on szczeknie swoim basem, to zagłuszy te ich syrenie śpiewy.
Pana od Kunia spotkaliśmy przed domem. Podszedł do nas życzliwie i z charakterystycznym grymasem na twarzy, który w jego przypadku oznacza uśmiech. Jego chałupina mała, niska, przekrzywiona, dziurawa, słowem: biedna straszliwie.
- Ile będzie kosztowało to zaoranie? - zapytałam. Pan zrobił wielkie oczy i popatrzył na mnie zdziwiony. - Chcielibyśmy wiedzieć proszę pana ile pieniążków przygotować?
- eeee - powiedział tylko Pan od Kunia i uśmiechnął się do nas szczerze, pustymi dziąsłami.
- wie pan nie trzymamy pieniążków w domu i musimy się przygotować.
- Jakie tam pieniążki... - zaczął wreszcie i urwał zdanie, pełen wyczekiwania.
- to co, może za flaszkę? - zasugerowałam wreszcie. W tym momencie lekko zmącone oczy Pana od Kunia pojaśniały, a bezzębny uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. No to się dogadaliśmy i jak tylko pogoda dopisze to Pan i jego Kuń przyjadą i załatwią sprawę.
Jednak jak na razie pogoda nie dopisuje.
Z nieba kapie wciąż i kapie, z nosa też kapie. Zawieje, śnieżyce, grad... Co chwilę pada śnieg i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ten śnieg to ewidentnie nasza wina. Mówiąc nasza, mam na myśli wszystkich gości co to 24.03. Wonne Wzgórze odwiedzili. Ci, którzy byli, pewnie się oburzą, że obarczam ich winą. Ci którzy dojechać rady nie dali zapytają pewnie czemu o Zimę obwiniam Bogu ducha winnych ludzi?
Odpowiedź jest prosta. Co to za przywitanie Wiosny, bez pożegnania Zimy? Wiosna w tym roku przyszła dość wcześnie i wszyscy stwierdziliśmy pochopnie, że Zima dała za wygraną, a nasza wiosenna impreza na cześć tej sympatyczniejszej pani to tylko proforma. Zimę jednak trzeba postraszyć i Marzannę utopić, bądź spalić (jak to na Warmii czyniono) i wtedy pewność jest, że ta paskuda nie wróci. Bez wykonania egzekucji, jaką niewątpliwie jest ten barbarzyńsko brzmiący zwyczaj, biedna Wiosenka zmagać się musi wciąż, ze swoją, o sercu zlodowaciałym i usposobieniu nieprzyjemnym siostrą starszą i brzydszą - Zimą.
Zimowy właśnie i melancholijny nastrój mnie dopadł. Nie polepsza go na pewno to, że siedzę w mieście i to, że od poniedziałku jeżdżę na uczelnię i od poniedziałku jeżdżę bez sensu, bo po przyjeździe okazuje się, że zajęć nie ma bo coś tam coś tam..., a Pan Właściciel Domu pracę o 17 dopiero kończy, więc muszę siedzieć i czekać (do naszej wsi jeździ tylko jeden autobus szkolny) i nie bardzo mam co z sobą zrobić i gdzie się podziać.
Mimo to troszkę zajęta jednak byłam, bo chałturzyłam co nieco, jak się jednak okazało i to na marne... Jakaś Pani przyszła i powiedziała, że obrazy z kormoranami chce kupić i że tysiąc złotych za taki obraz da. Więc naprodukowałam jej tych kormoranów, bo tysiąc na drodze nie leży, a szczególnie jak ktoś jest studentem. Myślałam już radośnie co mogę za te pieniążki kupić. Pani miała być po południu, a kiedy przyszłam z obrazami o 11.00 to okazało się, że już była, kupiła kilka obrazów i poszła, a moje sześć płócien to tylko niepotrzebnie wydane na chałturkę kilkadziesiąt złotych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że profesor dzwonił do mnie, ale ja na wykładzie byłam i widziałam, że numer nieznany dzwonił,  nie odebrałam... Teraz sobie myślę, że za kulturalna jestem, bo mogłam wyjść z sali  i odebrać, ale to przecież nie po mojemu... Bo nie odbieram telefonów na wykładach...Właściwie to nie odbierałam, bo od dziś będę. Trudno!
W domu, z kolei nie za ciepło, bo rozprowadzenia kominkowego jeszcze nie mamy, a piec dymi i nie osiąga odpowiedniej temperatury. Czekamy więc na kominiarza i póki co dogrzewamy się kominkiem, który ogrzewa tak naprawdę tylko jedną izbę naszej chałupinki, najlepiej więc ciepłą herbatę (wodę gotujemy w garnku, bo ceramiczny czajnik pękł na pół - jak pech, to wszystko na raz) i pod kołdrę i pod kota, który chętnie korzysta z nas jako z materacy.
Tak się kręci wszystko i byle do świąt... Jutro nie muszę już nigdzie jechać i mogę się za wypieki brać i za sprzątanie, z naciskiem na wypieki.
Życzę wszystkim troszkę wiosny tej zimy i aby spacery świąteczne były przyjemnością, a nie obowiązkiem, spowodowanym chęcią nieprzyrośnięcia do stołu i nieprzybrania na wadze...
Tym dla, których natomiast co innego jest w  świętach ważniejsze życzę dobrego przeżycia tych świąt, tak jak zwyczaj nakazuje.
Trzymajcie się cieplej niż ja!

12 komentarzy:

  1. Fajosko! Koniecznie zrób jakąś fotorelację z tej konnej orki! Myślałam, że to zupełnie już niespotykane obrazki a tu proszę! Nam też by się przydał taki Pan od konia, bo traktor przeryje, nie tylko docelowy warzywniak :/

    P.S Wesołych Świąt, ciepłych i jasnych - dosłownie i w przenośni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko będę w domu to na pewno popstrykam zdjęcia, ale szybko to się nie zdarzy, bo na razie śnieg leży.
      Dziękuję za życzenia.

      Usuń
  2. Hej, nooo, rozpuść ten śnieg u góry! Może się ociepli ...
    Pan od Kunia prawdziwy, nieszlifowany, super!
    Kormorany pewnie prędzej czy później znajdą nabywcę, nie martw się.
    Pozdrówki!
    ps. życzę kunia domowego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozpuszczę śnieg już niedługo, ale jak na razie to u nas też śnieg leży.
      Kunia własnego też sobie życzę, jeśli to marzenie się kiedyś spełni to na pewno za kilka lat...

      Usuń
  3. Witaj,
    1/ tylko wybierzcie pod warzywniak dobry kawałek ziemi; my popełniliśmy błąd, bo zaoraliśmy bodajże najgorszą część z ponad 4.ha

    2/ a może Pani Wiosenka miała gdzieś pilniejsze sprawy?

    3/ "gapowe" trza zapłacić.
    Może pochwalisz się tymi kormoranami na blogu a nóż inny kupiec się znajdzie?

    4/
    Będzie lało, mówię wam
    będzie lało, głowę dam,
    taka chmura bura to coś jest,
    będzie lało.. - co?!
    Deszcz
    LUBIĘ GDY LEJE W DOMY BYĆ
    POD CIEPŁYM KOTEM ... KOTEM ?!
    Kocem nogi skryć,
    zapalić fajkę...
    - To ty palisz ?!
    Dziadkowi, który był w Uppsali.
    A dziadek co?
    Krzyż mu wygina
    Reumatyzm?
    Nie, stara sprężyna.
    Jimmy opowiedz jeszcze coś ...
    Będzie lało...
    - Już mówiłeś !
    Będzie lało...
    - Czy dziś piłeś ?!
    Już zaczyna lekko kapać,
    nadstaw dłoń to zdążysz złapać.
    - Brawo Jimmy, popatrz, jest !
    Co tam macie ?
    - Deszcz... "
    Znałam taką piosenkę, myślałam, że to Młynarskiego, ale nie, w ogóle nie mogę znaleźć w necie czyja to, a tak chciałam Ci ją zadedykować.

    5/ Tobie również pogodnych i wesołych świąt WN

    jolanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj
      1. Pod warzywniak miejsce doradził nam Pan od Kunia, wcześniej planowaliśmy inne, ale Pan od Kunia zna nasz dom i zna jego dawnych właścicieli i tam gdzie planowaliśmy okazało się, że stała kiedyś stodoła i jest pełno gruzu.
      3. Może i trzeba gapowe płacić, ale to nie do końca gapowe, bo owa pani miała być popołudniu, a nie rano.
      4. Urocza piosenka, nie wiem niestety kto to śpiewa.
      Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  4. Po pierwsze, coby zima nie robiła, łabędzi to śpiew.
    Do kormoranów dołącz informację,że odwieczna tradycja (wschodnia czy judaistyczna, wszystko jedno, bo i to i to modne, a nikt się nie zna) mówi, że te ptaki przynoszą w dom miłość, harmonię i pieniądze i wyceń na 2500. Pójdą jak ciepłe bułeczki, a niesłowna Pani niech wyje z żalu po nocach!
    Pan i Kuń to majątek!!! I cenią się tradycyjnie, a traktorzyści drodzy, że oj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;-)
      Z tymi kormoranami i tradycyjną miłością w domu to dobry pomysł. 2500 to może za wiele, ale może za kilka stów pójdą. Zobaczymy...

      Usuń
  5. Radosnych i ciepłych Świąt, wszystkiego dobrego, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie to w całej tej operacji Kuń będzie poszkodowany...przecież on z flaszki nie skorzysta. A może ta gorzałka dla Niego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kuń dostanie marchewkę i też się ucieszy na pewno ;-)

      Usuń
  7. Koło mnie traktor w każdej chałupie, ale nikomu się nie opłaca, nie ma czasu, i nie po drodze..albo czekać nie wiadomo ile..

    OdpowiedzUsuń