poniedziałek, 7 października 2013

piecowo

Wreszcie jest! Stoi nasz pieco – kominek! Mimo pierwszych pomysłów o zrobieniu dużej imprezy – piecowego, stwierdziliśmy, że co się odwlecze, to... wiadomo. Zrobiliśmy więc małe, skromne dwu osobowe piecowe. Na stole przed kominkiem stanęła „lazania” (lubię spolszczać), coś mocniejszego, a ciepełko zaczęło buchać ze wszystkich stron. Ogień za szybą i mały płomyk świeczki, wraz z naszą ulubioną muzyką, wyczarowały cudny klimat. W dzień przemarzliśmy, bo mimo słońca, było zimno, rześko i wiał silny wiatr, a my konserwowaliśmy okna przed zimą i spędziliśmy na dworze sporo czasu. Wieczór i noc w domu były ciepłe, ciche, spokojne. Nawet kuna nie skakała tak mocno po strychu i dała nam tej nocy spokój. Wreszcie nie muszę spać w golfie... W niedzielę rano po spacerze z psem pojechaliśmy do sklepu, wracając zaskoczył nas samochód stojący niemal pod naszym domem (na naszej działce w każdym razie). W domu, który widać od nas słychać było głosy, z daleka widzieliśmy spacerujących ludzi z dzieckiem. Pan Właściciel Domu zapiął Anioła na linkę i poszliśmy w ich stronę. Baliśmy się, że jak wrócą do samochodu, to Anioł mocno ich obszczeka, a nie chcieliśmy go zamykać. Skręciliśmy na drogę dojazdową do gospodarstwa. - Cześć Natalia – usłyszałam. Odpowiedziałam tak samo i dopiero kiedy podeszłam bliżej, zorientowałam się, że powinnam powiedzieć „Dzień dobry”. Przede mną stała Pani Ania – pani doktor z mojego uniwersytetu i świetna artystka, z którą miałam zajęcia na studiach wraz ze swoją córeczką. Podeszliśmy bliżej, a z domu wyszedł mąż Pani Ani – Pan Profesor – mój promotor. Okazało się, że bardzo mili ludzie kupili siedlisko, a moi nauczyciele, którzy też mieszkają w starym siedlisku (pięć kilometrów od nas) przyjechali wraz z nimi zobaczyć nową/starą siedzibę. Samochód pod naszym domem nie był jednak ich samochodem, zagadka więc nie została rozwiązana. Od razu zaprosiliśmy nowych sąsiadów na herbatę. Okazali się bardzo fajnymi, zakręconymi ludźmi, którzy w Studziance bywali już wcześniej. Zimą, zgubił nam się Anioł i wpadł za dziwny płot w lesie, okazało się, że to sad, ze starymi odmianami drzew, jednego z naszych nowych sąsiadów. Jestem przekonana, że spotkamy się na niejednej imprezie. Wieczorem napuściłam sobie wody do wanny, a Pan Właściciel Domu pomógł mi do niej wejść (wierzcie mi, to nie takie proste). Cudownie było popławić się w gorącej wodzie z pianą. Nie kąpałam się w wannie od trzech miesięcy, a przed wypadkiem odpoczywałam w ten sposób bardzo często. Nie wolno mi co prawda moczyć nogi w ciepłej wodzie, ale raz zrobiłam wyjątek i nie zaobserwowałam skutków ubocznych. Kiedy dopiero co zdążyłam owinąć się ręcznikiem usłyszeliśmy szczekanie przed chwilą zamkniętego Anioła. Przez sam środek podwórka, pod oknem naszej łazienki szło kilku mężczyzn z wędkami. Wracali z ryb znad stawu. Zagadka samochodu się rozwiązała. Pan Właściciel Domu wyszedł na zewnątrz i zobaczył wielokrotnie opisywanego na tym blogu Pana P., wraz z towarzystwem. Naprawdę nie mamy nic przeciwko tego, żeby ktoś brzegiem naszej działki chodził nad staw, skoro to najbliższa sensowna droga, ale bez przesady, nie przez środek podwórka! Na szczęście panowie szybko odjechali i znów zostaliśmy sami w naszej głuszy. Na koniec wrócę jeszcze do pieca. Jak już wspominałam wcześniej koronę znalazłam u naszych sąsiadów – Kasi i Piotra z Leśnej Doliny w krzakach. Bardzo im dziękuję, że pozwolili mi ją sobie zabrać. Całość korony naszego pieca sztukowaliśmy z połamanych fragmentów kafli z krzaków. Korona miała kolor zwykłej ceramiki wypalonej na biskwit. Na niektórych fragmentach po oczyszczeniu z warstwy błota i gliny pokazały się resztki farb, ciemnozielonej, srebrno - szarej i już praktycznie zdrapane złocenia (właściwie niewidoczne). Zagłębienia reliefu były zaciemnione ze starości, ale ładnie uwypuklało to wzór. Niektóre miejsca pokryte były glonami. Nie wiedziałam za bardzo jak zabrać się do zabezpieczenia kafli (część z nich była mocno spękana) i do ich pomalowania. Nie chciałam, żeby były w kolorze gliny, nie chciałam też przemalować ich tak, żeby straciły swój pierwotny urok. Teraz zaczną się podziękowania dla osób, które prosiłam o radę i które tak szybko mi odpowiedziały i pomogły. Dziękuję koleżankom z klasy z liceum plastycznego, które skończyły specjalistyczne studia i podpowiedziały jak profesjonalnie zająć się moimi kaflami Mireli i Kasi. Mirela zajmuje się konserwacją skóry i papieru, więc jeśli będziecie potrzebować kiedyś takich usług, to chętnie podam do niej kontakt. Ksia zajmuje się głównie ceramiką. Zapraszam na bloga Kasi, gdzie pokazuje swoje prace: http://katarzynamisciur.blogspot.co.uk/ Dziękuję Ilonie Lisieckiej z bloga http://mojamalazagroda.blogspot.com/ za szybką reakcję i pytania, które w moim imieniu zadała. Dziękuję Ewie z przytulnego Domu http://przytulnydom.blogspot.com/ również za konsultacje i link do odpowiednich środków. No i na koniec Sylwi Świercz, z bloga o decoupageu, do którego linka nie mogę znaleźć, ale nie jest to blogspot, która podpowiedziała mi jak stosować crackle dwuskładnikowe, którego użyłam do moich kafli (na zdjęciach nie za bardzo je widać, bo są słabej jakości). Większość jednak zrobiłam po swojemu: Odsoliłam i odtłuściłam kafle. Posklejałam niektóre pęknięcia. Pomalowałam kafle białą farbą i pocieniowałam brązową i czarną w zagłębieniach. W miejscach gdzie znajdowała się stara farba, białą farbę nałożyłam bardzo cienko, tak żeby stara prześwitywała. Następnie przetarłam wypukłości i miejsca ze starą farbą papierem ściernym, tak żeby odsłonić trochę koloru ceramiki i koloru starej farby. Potem pomalowałam werniksem postarzającym, który nadał kaflom lekko żółtawy kolor. Następnie nałożyłam crackle dwuskładnikowy, drobno pękający. Po pojawieniu się spękań wtarłam w nie czarny, matowy cień do powiek, a resztę umyłam mokrą szmatką i mleczkiem kosmetycznym. Na koniec nałożyłam kilka warstw lakieru nadającego mocny połysk. Kafle są już umocowane, będę musiała jeszcze je podmalować w miejscach łączeń, ale to za jakiś czas, jak będę mogła stanąć swobodnie na stołku, czy domowej drabince.
Początki budowy kominka
Pozdrawiam wszystkich ciepło!

20 komentarzy:

  1. Pięknie wyszło. Zawsze najbardziej podobają mi sie kontrasty: prostota pieca podkreśla ozdobna koroną. Cudo!
    Życzę Ci samych wspaniałych wieczorów przy tym kominku :) i powrotu do zdrowia

    OdpowiedzUsuń
  2. ależ zazdroszczę Ci Natalio tego kominka, ja zawsze jeżdzę do teściów nagrzać się ciepłem kominka:) podziwiam was za samodzielne odrestaurowanie korony. Mnie czeka odrestaurowanie starego kufra i maszyny Singer, z której zrobię stół. Nie wiem jeszcze jak to zrobić, ale od czego jest internet :)
    Też chyba niedługo zacznę kąpiele, juz zaczął się na nie sezon, jakoś latem nie lubię się długo moczyć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam kominki kaflowe! Sama mam malutkie dwa, patrzcie, że dawniej rozbijano (często z pięknych kafli) piece kaflowe i kuchnie, a teraz kosztują majątek i znów pojawiają się w domach:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyobrażam sobie jakie przyjemne ciepło daje. No i ten " żywy" ogień... Nasze piece czekają jeszcze na przeróbke i na razie są po prostu...piecami. Ale Makbet i reszta i tak je lubią:-)))
    Pozdrawiam serdecznie
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny piec. Kiedyś myślałam, że w swoim domu zrobię taki podobny, nawet przymierzałam się już do kupna kafli. Ale w końcu musiałam zrezygnować, bo miałam za mało miejsca - mam bardzo mały dom. Muszę się zadowolić kozą żeliwną - już ją z resztą pokochałam, bo grzeje swietnie, tyle, że przytulić się do niej nie można;)
    Zdrowia życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Natalio piękny wyszedł kaflowy kominek i cudnie prezentuje się korona.
    Znalazłam pewne podobieństwo u mnie z lewej strony pieca wiszą stare fotografie moich rodziców a u Ciebie widzę podobne z prawej strony.
    Kominek bardzo pasuje charakterem do domu .Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  7. przepięknie wyszło! zaeaz pokażę slubnemu- niech pozazdrości

    OdpowiedzUsuń
  8. I ja podzielam zachwyt poprzedników, pięknie wyszło :) Ja również pozdrawiam ciepło i ciepłych wieczorów wielu życzę :) Jak ulał na chłodniejsze jesienne wieczory i te zimniejsze, zimowe... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniale wyszło! Nie mogę się napatrzeć..
    Przeszukuj okoliczne krzaki, przeszukuj!
    W naszej okolicy, prawie wszystkie "wstrętne niemieckie" piece z koronami skończyły rozbite, jako wypełnienie dziur w drogach.
    Lub cudem ostały się w całości ,w niektórych domach.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie, Magdo, zachowały się te korony, zjawiskowe; pamietam je!

      Usuń
  10. Wspaniale, korona przecudna, do pozazdroszczenia, piękna robota Natalio. No i ciepełko. A czy mogę prosić o podusię by przysiąść na półeczce i się wygrzać? To może jeszcze naleweczkę ... No dobra, przywiozę swoją.
    U nas w krzakach tylko śmieci.
    Buziole z wawki

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo fajny efekt uzyskałaś! Ja się przy okazji inspiruję. U nas stara korona z pieca, z naszego domu czeka aż postawimy kominek. Dzięki Tobie wpadłam na świetny pomysł - inny niż dotychczas jak ją wykorzystać. Pewnie nie stanie się to zbyt prędko, ale co tam ważne żeby pomysł mieć :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam w jakiś spodób pomóc wpaść Ci na pomysł. Korony wyglądają też fajnie jako półki (po prostu umocowane na ścianie) jeśli mają odpowiedni kształt (takie gzymsowe korony), jako dekory w łazience, jako element ozdobny nad drzwiami (takie korony mocno ozdobne, wysokie), czy jako obudowy do okapów.
      Pozdrawiam również ;-)

      Usuń
  12. Naprawdę ślicznie wyszło. Jesteście o krok przede mną. Mój kominek tylko grzeje ale nie wygląda tak ładnie jak Wasz :) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  13. zazdroszcze!! Uwielbiam ogień i kominek w domu jest moim marzeniem, chyba nierealnym niestety... Ale przynajmniej mogę podziwiać Twój a jest co. Renowacja korony wyszła naprawdę pięknie, sama korona w sobie jest niezwykle urodziwa. A co do spacerów przez podwórko to ja bym tego nie zniosła... Lubie miec poczucie bezpieczeństwa i chyba pierwsze co bym zrobiła to wybudowała płot... Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  14. Do tarych pieców mam ogromny sentyment! Piękny jest!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ korona, przepiękna, i nic jej nie szpeci, pękniecia, których prawie nie widać, dodają tylko charakteru; że nie nowa, z kaflarni, tylko odratowana; czy kominek jest z płaszczem wodnym? szukaj jeszcze, Natalio, po tych wysypiskach, na pewno wykorzystasz te cudne resztki gdzieś w swoim domostwie; kiedyś przespacerował mi tak myśliwy przez obejście, mnie zatkało, jego też, bo nie spodziewał się nikogo; masz wspaniałe sąsiedztwo, ciekawi ludzie, sympatyczni; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, niestety kominek nie jest z płaszczem wodnym, wodę podgrzewa nam piec na wszystko w piwnicy, ustawiony jest on również na na grzanie kaloryferów w łazience, a jak będzie bardzo zimno, to odkręcimy kurki na cały dom. Również pozdrawiam!

      Usuń